Przejdź do głównej zawartości

W cieniu krużganków zakonu benedyktynów.

    Odwiedzając Sycylię zawsze staram się pojechać do pobliskiego Monreale. Tak było i dzisiaj. Sprawdziłam godzinę odjazdu prywatnego autobusu i oczywiście spóźniłam się. Czekałam więc na autobus miejski, którym w kilka minut też można tam dojechać. Przez 40 minut nie przyjechał żaden autobus. Nie było żadnego strajku, a według rozkładu powinien przyjechać niejeden autobus. Było mi gorąco, zaczynałam się denerwować i już miałam  zmienić plany, a tu nadjeżdża autobus. I to ten, na który niby się spóźniłam! Czterdzieści minut po czasie. 
       Po 15 minutach jestem w Monreale, gdzie zawsze jest świeższe powietrze niż w Palermo, jest spokojniej, a wiaterek muska mi twarz. To zawdzięczam położeniu miasteczka w górach. Krążę uliczkami, oglądam witryny sklepowe, mijam zamknięte i opuszczone kościoły. Jeden z nich, pw. św.Trójcy, zwraca moją uwagę. Na drzwiach wejściowych przyklejone kartki ze słowami Borselino. Cytaty mają dodać Sycylijczykom odwagi w walce z mafią. Otwarte, więc wchodzę do środka. Kościół jest zadbany, ale służy tylko turystom i nie ma tam odprawianych żadnych nabożeństw ani mszy. Podobają mi się stacje drogi krzyżowej na ścianach. Niezbyt dużych rozmiarów prosty drewniany krzyż z postaciami jak z medalika. Wpisuję się w księgę pamiątkową i wychodzę. Dalej wstępuję do panificio antico, gdzie za dwie bułki francuskie z ricottą płacę aż trzy euro. Schodzę wąską uliczką w dół i widzę przed sobą katedrę. Monumentalna, wiekowa i piękna! Jej wnętrze pełne bizantyjskich mozajek, złota jest tak piękne, że nie potrafię tego opisać. Mogę tam siedzieć kilka godzin i wpatrywać się w historie biblijne zobrazowane w tych starych malowidłach. Jest jednak zbyt duszno i gorąco, a w takim klimacie zaczynam ziewać i ciągle chce mi się spać, więc wychodzę, by nie uciąć drzemki w katedrze. Przyglądam się  bocznemu portalowi katedry. Drzwi, jak nasze gnieźnieńskie, są jednak za daleko, by rozpoznać sceny na nich wyrzeźbione. Robię zdjęcie przez bramę (może potem w zbliżeniu uda się coś odczytać!) i idę do zakonu benedyktynów.Byłam tam tylko raz. 
      Chociaż nie jestem z prowincji Palermo, co widać oczywiście, udało mi się kupić bilet za 1 euro. Taki należy się wyłącznie Palermitanom, a turyści płacą 6 euro. Zadowolona wchodzę na dziedziniec zakonu. Pośrodku niego kilka palm, w rogu widać wieżę katedry, a w innym starą fontannę, której czysta i zimna woda orzeźwia zmęczone twarze turystów. Krużganki otoczone kolumnami sprawiają, że zatrzymuję się w czasie i w wyobraźni przenoszę do przygód i sensacji z "Imienia róży" i innych powieści o czasach średniowiecza. Oczyma wyobraźni widzę zakonnika, który krąży między kolumnami, rozmyśla i dyskutuje. Jakże mądry był budowniczy tego miejsca (i podobnych budowli) ), pomyślałam. Przecież te arkady i kolumny miały pełnić właśnie taką funkcję! Dawały schronienie przed słońcem, tylko w cieniu można było nauczać, słuchać, prowadzić rozważania i dysputy.  Dziś też dają mi schronienie. Siedzę w cieniu, odpoczywam i rozmyślam. Przyglądam się każdej kolumnie. Prawie wszystkie zachowały swoją oryginalność. Niewiele motywów na nich powtarza się i prawie każda jest inna. Niektóre są złocone mozaiką, a każda ma bogato zdobiony kapitel. Są to pełne treści sceny przedstawiające albo ludzi albo zwierzęta. Fotografuję kilka z nich, aby spróbować potem je zinterpretować. Znajduję kącik w cieniu krużganków, siadam, zamykam oczy i wyciszam się. 
  Kilka kroków ode mnie moi towarzysze podróży, Anna i Toto rozprawiają o życiu. Dolatują mnie tylko urywane słowa. Anna mówi o radości życia, o relacji z Bogiem i sile, jaką dają jej na starość krótkie wycieczki, spacery, przebywanie w miejscach, które już nie raz odwiedziła...
    Pora wracać. Zjadam jeszcze owocowe lody, cytrynowo-arbuzowe (za słodkie, nie są moje ulubione) i spieszę się nie spóźnić na autobus. Byłam pewna, że kierowca rano sprzedał mi też bilet powrotny, o który prosiłam, ale się pomyliłam. Miało być taniej autobusem prywatnym, a wyszło drożej niż miejskim. Trudno. I tak warto było tu znowu przyjechać.
     W Palermo kupuję ricottę. Anna podobno robi pyszną pastę ze świeżą ricottą. Może się o tym przekonam wieczorem.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Początki sycylijskich lwów.

Sycylijczycy przypominają datę 1 września jako okazję do przywoływania pamięci o rodzinie Florio – niezwykle ważnej wielopokoleniowej rodzinie, której Sycylia zawdzięcza rozkwit gospodarczy i kulturalny w XIX i XX wieku. To z tą rodziną kojarzą się chociażby wino Marsala czy wielkie przetwórnie tuńczyka na Sycylii oraz stocznia w Palermo! To ta rodzina zwana jest lwami sycylijskimi i to o niej Stefania Auci napisała powieść I LEONI DI SICILIA  ( Sycylijskie lwy) , która stała się bestsellerem 2019 roku w Italii. O ostatnim fakcie przeczytałam niedawno w mediach i myślę, że dobrze złożyło się, że zgłębiam historię rodziny w tym samym czasie kiedy cała czytająca Sycylia poznaje i przypomina sobie w sposób zbeletryzowany losy rodziny Florio. Czekam na wydanie polskie, a tymczasem zapraszam do poczytania informacji o najsłynniejszej rodzinie sycylijskiej w moich odcinkowych opowieściach.              Foto: Chiara Antonina. Źródło:  https:/...

Favignana i statki w rękach Florio.

       Ignazio Senior (1838-1891) podobnie jak ojciec Vinzenzo, był inteligentny i posiadał umiejętność trafnego inwestowania pieniędzy. Dużo czasu spędzał na wyspie Favignana i ją rozbudował. Prawie wszystkie ważne budowle na wyspie wybudował właśnie Ignazio Senior. Budowę obiektów zlecił słynnemu architektowi sycylijskiemu Damiani Almeyda. (Wspomnieć tu należy, że to on jest twórcą takich obiektów jak: Akademia Sztuk Pięknych w Palermo – najstarsza tego typu uczelnia we Włoszech, Teatr Politeama Garibaldi czy pałac Pretorio – obecnie siedziba władz miasta w Palermo) . W ten sposób powstała willa Florio budowana w latach 1876 do 1878 w stylu neogotyckim. Plany budowli w archiwum w Palermo pokazują, że willa miała przedpokój, z którego wchodziło się do wielu pomieszczeń. Był tam ogromny salon z widokiem na morze, pokój pranzo, a więc jadalnia z kuchnią i toaleta. W willi oddzielne pomieszczenia przeznaczono na bibliotekę, salę bilardową i kaplicę. Był te...

Street art w Palermo dedykowany Caravaggio.

Street art w Palermo rośnie w siłę. Pod tym kątem miasto miło mnie zaskoczyło. To interesująca i już bardzo popularna sztuka na całym świecie, która wzbudza zainteresowanie wrażliwych przechodniów i często ma zadanie oddziaływać na lokalną społeczność. Przypadkowo dostrzeżone malowidło na jednej z zaniedbanych kamienic Palermo, obok zamkniętej trattori, zwróciło moją uwagę i na tyle zaciekawiło, że zaczęłam drążyć temat. W ten sposób odnalazłam prawie cały cykl murali inspirowanych i nawiązujących do obrazów barokowego artysty włoskiego Caravaggio. Ten kontrowersyjny malarz żył i tworzył również na Sycylii. Tym bardziej można zrozumieć dlaczego street art w Palermo nawiązuje do jego dzieł. To tutaj namalował Pokłon pasterzy ze świętym Wawrzyńcem i Franciszkiem . Nawiązania do Caravaggio podjął się francuski artysta z Paryża - Chrystian Guémy znany jako C215. Urodził się w 1974 roku, a sztuką uliczną, w której wykorzystuje metodę stencil zajmuje się od 2005 roku. Dzisiaj jest już jedn...